Właściwie to nie umiem prowadzić
bloga. Zdjęcia to nie jest moja pasja (blogerka bez pasji fotografowania?!?!
Bez szans.) Nie umiem grzebać w html’u a uczenie się tego wcale mnie nie bawi.
Scrapbooking okazał się baaardzo drogim hobby więc tworzę już mniej. Nie
odeszłam z korpo, nie pracuję w korpo i nie ma zamiaru więc historii o odwadze podjęcia własnego biznesu pewnie nie będzie (a może?:) Mam wspaniałe małe
mieszkanko, które wymaga generalnego remontu więc nie bardzo nadaje się do
zdjęć (zniszczony parkiet i dziurawe ściany?! Niedopuszczalne!!). Nie mam
rozkosznego małego brzdąca, którego samo zdjęcie zapewnia uśmiechy:)
Więc właściwie po co ja tu wróciłam?
Bo brakuje mi Was bardziej niż sobie
mogłam wyobrazić. Chcę mieć swoje miejsce w sieci więc nie będę się bać i
wycofywać. Spróbuję powalczyć. I chociaż czasami wydaje mi się że więcej we
mnie lęku, smutku i depresji niż słońca i siły to kiedy uświadamiam sobie
jakich ludzi mam obok siebie, w jak dobrej jestem sytuacji i że spełniają się
moje małe marzenia to brak pracy jakoś wydaje się przejściowym stanem – tak widocznie
musi być.
Pewna najmądrzejsza mama H. jest spokojna i przekonana, że będzie
dobrze więc jak tu nie wierzyć?
A kiedy dostaje się zdjęcie
takiego szczęścia, które już niedługo wypełni moją całą dobę to po prostu nie
można się nie uśmiechnąć J
„Marzę o wielkim, pluszowym psie” staje się rzeczywistością !!
Będę się nazywać Tula i mam już ponad 4 tygodnie ! :)
I będzie tak jak powinno być.
O małych radościach dnia codziennego.
O scrapbookingu, zdrowych obiadach, depresjach i radościach, wracaniu do jazdy samochodem, a przede wszystkim o małym-wielkim pluszowym brzdącu, który sprawia, że wraca wiara w marzenia :)
Jesteście? Zostaniecie?
Pomożecie? :)